Żyjemy w XXI wieku, a technologia nie rozwija się już co rok, co pół roku, kwartał czy nawet codziennie. Rozwija się co sekundę. Wszystko dlatego, że weszliśmy w erę sztucznej inteligencji. A zaraz może i w technologie kwantowe dostępne dla wszystkich. Nie ma już rzeczy, której nie da się zrobić przez te narzędzia mówiąc o nierealnym świecie.
Już parę lat temu, gdy widziałem pierwsze zalążki AI, żartowałem do współpracowników i osób, z którymi byłem zżyty na co dzień, że za parę lat będziemy szukać do pracy kogoś, kto będzie „pisał prompty” – specjalisty ds. promptów. I wiecie co? Wcale nie było to takie mylne. Mamy rok 2026, obserwuję około 15 grup o sztucznej inteligencji i dziś napisanie dobrego promptu to naprawdę sztuka.
Piaskownica
Zauważyłem jednak pewne tendencje. Po pierwsze: wiele osób bawi się narzędziem jak dziecko w piaskownicy – tylko że to zabawa, która częściej szkodzi, niż uczy. Większość wykorzystuje AI do śmiesznych, czasem zwyczajnie głupich zdjęć czy filmów, do nadużyć w stylu deepfake’ów. Część użytkowników podchodzi do tego bezrefleksyjnie: zamiast rozmawiać z narzędziem jak z asystentem, próbuje zrobić z niego „kolejnego głupka”. Czytam, co ludzie piszą na grupach i czatach, i zastanawiam się, gdzie popełniliśmy błąd. Oczywiście jest też spora grupa osób, która korzysta z AI poprawnie – mądrze, konkretnie, produktywnie.
Ktoś kiedyś powiedział, że przez AI straci pracę, że „wygryzie” zawody. Ja podtrzymuję inne zdanie: osoby, które będą na bieżąco z technologią i nowinkami oraz nie będą bały się tych narzędzi, tylko rzetelnie i sumiennie będą z nimi pracować – pracy nie stracą. Widzę to po sobie. Kiedyś robiłem kilka projektów rocznie dla moich klientów; dziś robię kilkanaście miesięcznie. Mogę śmiało powiedzieć, że AI zwiększyło moje przychody o jakieś 500%.
ERA i typy
Ktoś bardzo trafnie zauważył, że mieliśmy erę programistów z powołania, potem erę „programistów” od Elementora i page builderów, a teraz wchodzimy w erę programistów AI. Różnica polega jednak na tym, że „programista AI” dzieli się na dwa typy ludzi.
Pierwszy typ – i tu zaliczam siebie – to osoby „po fachu”: po szkole, z doświadczeniem, ze zrozumieniem tematu. Ludzie, którzy znają kulturę kodu, wiedzą, jak pisać, jak weryfikować, kiedy coś sprawdzić i czy narzędzie się nie pomyliło. Tacy fachowcy, którzy – jak dobry budowlaniec – wiedzą, czego użyć, żeby postawić wieżowiec, a nie domek z kart. Mam na myśli programistów, którzy robili to wcześniej bez Elementorów, bez page builderów i podobnych protez, którzy mają wiedzę (często ogromną) o swojej dziedzinie i potrafią wygenerować więcej wartości, a przy tym lepszy prompt.
Od razu sprostuję. Też używałem page buliderow i też tworzyłem dla klientów taki strony. Wynikało to z budżetu. Jeśli jednak to robiłem to robiłem to świadomie i tak, aby ten kod był jak najlepiej zoptymalizowany!
Drugi typ to „programista AI” bez wiedzy – ktoś, kto próbuje przeskoczyć fundamenty. Dla przykładu, bo może nie każdy to od razu czuje: jestem ja – programista, przedsiębiorca, człowiek z branży IT, zakorzeniony w niej od 2010 roku – oraz moja żona, cukiernik, która nie ma bladego pojęcia, co dokładnie robię; dla niej technologia bywa jak „Matrix”. A jednak ona i ja bierzemy narzędzie AI i możemy napisać podobnie: „napisz program”, „napisz stronę”. Pytanie brzmi: u kogo prompt i logika będą lepsze? Nie trzeba być wybitnie uzdolnionym, żeby znać odpowiedź. Oczywiście, że u mnie – nie dlatego, że jestem „lepszy”, tylko dlatego, że mam fundamenty, praktykę i umiejętność weryfikacji.
I działa to też w drugą stronę: gdyby temat dotyczył wyłącznie cukiernictwa, a nie technologii, to ona napisałaby lepszy, bardziej wartościowy prompt i wiedziałaby, gdzie sprawdzić wynik. Bo nauczyły ją tego szkoła, teoria, ale przede wszystkim praktyka. W tym sensie AI jest trochę jak książki: sama biblioteka nie czyni z nikogo eksperta – liczy się to, czy potrafisz z wiedzy korzystać. Zresztą, nie bez powodu Stanisław Lem w „Summie technologiae” rozważał, że narzędzia będą coraz potężniejsze, ale człowiek nadal musi umieć je rozumnie prowadzić.
Napędzanie syfem
Niestety, z AI korzysta też sporo osób w sposób toksyczny: wypaczają sens narzędzi, karmią je absurdem, próbują robić z technologii śmietnik i jeszcze są z tego dumni. Absolutną bzdurą jest też podejście: „nie trzeba wykupywać płatnych pakietów, bo i tak zrobię to na bezpłatnym planie”. W 2025 roku zrobiłem eksperyment: pół roku pracowałem na narzędziach darmowych, a kolejne pół roku (i do dziś) wydaję około 600 zł miesięcznie na narzędzia. Efekt? Pracuję o około 325% wydajniej niż na darmowych rozwiązaniach i osiągam około 500% większy przychód niż wtedy. Oczywiście: nie każdy potrafi te narzędzia wykorzystać. Nie każdy ma zdolność rozumowania, budowania schematów, myślenia algorytmicznego.
no-Google
Google – w mojej ocenie – przez AI mocno podcięło gałąź, na której siedziało, i w praktyce wywróciło do góry nogami całe pozycjonowanie. Ktoś świetnie napisał na jednej z grup, że my dziś nie tyle „szukamy”, co dostajemy rozwiązanie od razu na tacy. Pomijamy reklamy, omijamy ścianę treści, którą wcześniej trzeba było przekopać, żeby wydobyć jedno zdanie. Dziś wpisanie czegokolwiek w Google coraz częściej rodzi natychmiastową i – co ważne – trafną odpowiedź. Nie trzeba szukać. Dlatego jeśli nie jesteś w pierwszej piątce, często nawet nie ma sensu marnować czasu. I tu stawiam dużą kropkę.
Wracając do programistów: my wiemy, jak zbudować stronę i jej strukturę tak, żeby Google rozumiało, co naprawdę na niej jest – i żeby podpowiadało nasze treści w „pozycji zero” oraz w odpowiedziach AI. Jednocześnie brzydzę się podejściem, w którym ktoś mimo nabytej, ogromnej i wartościowej wiedzy potrafi oddać ją kompletnie za darmo – krok po kroku – na YouTubie czy gdziekolwiek indziej. To trochę jakby lekarz nagrał dokładny poradnik, jak przeprowadzić operację. Na szczęście nie każdy potrafi taką wiedzę przechwycić i odtworzyć identycznie – i właśnie dlatego nadal wygrywają ci, którzy „liźnęli temat” wcześniej, zbudowali fundamenty i naprawdę są w branży.
Dostęp czy postęp
Mój artykuł ma pokazać przede wszystkim to: każdy ma dziś dostęp do AI i każdy może zrobić rzeczy, na które pozwala wyobraźnia. Jednak nie każdy zrobi to tak, jak prawdziwy fachowiec w swojej dziedzinie. Dlatego nie – przez AI nie stracisz pracy. AI to piękny dodatek i potężny mnożnik, który pozwala osiągać ponadprzeciętne wyniki. To od Ciebie zależy, jak to wykorzystasz. Ogranicza Cię tylko wyobraźnia.
I teraz najlepsze. Bo większość ludzi myśli, że „prompt” to jedno zdanie. Że to jest jak zaklęcie w Harrym Potterze: powiesz „napisz mi stronę”, machniesz różdżką, i masz gotowca. A prompt to nie jest zdanie. Prompt to jest specyfikacja. To jest brief. To jest opis problemu. To jest określenie celu. To jest cały kontekst, którego ludzie nie chcą dać, bo im się wydaje, że narzędzie „się domyśli”.
Nie domyśli się.
I tu jest pierwszy wielki zgrzyt XXI wieku: mamy narzędzia, które potrafią robić rzeczy kosmiczne, a my próbujemy używać ich jak pilota do telewizora – wciskamy przycisk i oczekujemy cudu. Tylko że pilot działa, bo telewizor ma instrukcję. A w AI instrukcją jesteś Ty. Twoje dane, Twoje intencje, Twoja logika.
Dlatego ja mówię wprost: AI nie zastąpi człowieka. AI zastąpi człowieka bez procesu.
Bo fachowiec działa procesowo. Nawet jeśli tego nie nazywa procesem, to on to ma w krwi: najpierw rozpoznanie, potem plan, potem wykonanie, potem test, potem poprawka. A człowiek bez procesu… no cóż. On chce „na już”, „ładnie”, „żeby działało”. I tak rodzi się właśnie ta masa contentu, masa kodu, masa bzdur, które brzmią profesjonalnie, ale są puste jak wydmuszka.
W książkach o myśleniu i podejmowaniu decyzji (chociażby u Kahnemana) przewija się jedna rzecz: człowiek ma skłonność do skrótów, do zgadywania, do dopowiadania. AI ma dokładnie to samo – tylko w wersji turbo. Ono jak czegoś nie wie, to czasem nie powie „nie wiem”, tylko zrobi najładniejszą możliwą wersję odpowiedzi, żeby brzmiała wiarygodnie. I tutaj wchodzi najważniejszy element, o którym mało kto mówi:
Weryfikacja. Odpowiedzialność. I brak naiwności.
Ja zawsze powtarzam: AI jest świetne w generowaniu. Człowiek jest odpowiedzialny za prawdę.
To Ty podpisujesz się pod kodem, pod ofertą, pod strategią, pod tym, co wyślesz klientowi. Nie ChatGPT, nie model, nie narzędzie. Ty.
I teraz obserwuję, jak ludzie łykają AI jak pelikan: „skoro napisało, to jest dobrze”. No nie. To tak nie działa. To jest jakbyś wziął pierwszą odpowiedź z Google i zrobił z tego doktorat. Albo jakbyś przeczytał opis choroby i poszedł się operować w łazience. Brzmi absurdalnie? No to czemu w technologii ludzie robią to codziennie?
Fachowiec ma zawsze w głowie trzy pytania:
- Czy to jest logiczne?
- Czy to jest zgodne z domeną (czyli z realnym światem)?
- Jak to przetestuję?
I tu znów wracamy do tej różnicy między „programistą AI po fachu” a „programistą AI od zera”. Ten pierwszy wie, gdzie AI najczęściej się myli. Wie, że jak dostaje kod, to trzeba go odpalić, przetestować, przejrzeć. Wie, że jak dostaje strategię, to trzeba ją skonfrontować z realiami. A ten drugi bierze wynik jak wyrocznię i leci dalej.
I potem mamy internet zawalony „treściami” i „rozwiązaniami”, które są kopiuj-wklej, tylko w innym opakowaniu. W pewnym sensie żyjemy w erze, gdzie „profesjonalnie brzmiące bzdury” są największą plagą.
Płatne narzędzia
I teraz kolejny temat, który ludzi boli: płatne narzędzia.
Ja wiem, że każdy chce „za darmo”. Tylko że w praktyce najdroższe jest darmowe, bo płacisz czasem, chaosem i poprawkami. Płacisz frustracją. Płacisz tym, że coś nie działa, że nie możesz wrócić do wątku, że limit, że wolno, że jakość gorsza.
Czas
Tak na marginesie — dostałem kiedyś bardzo obszerne wyniki badań. Opisałem je w ChatGPT 5.2 PRO i otrzymałem analizę (podkreślam: analizę, nie wyrok). Poszedłem z tym do jednego z lepszych kardiologów w mojej okolicy. Powiedziałem mu, że mam opinię „od lekarza” — specjalnie, bo chciałem sprawdzić reakcję.
Mimo to potwierdził i podzielił zdanie sztucznej inteligencji. Wtedy powiedziałem mu wprost, że to nie opinia lekarza, tylko analiza od AI. Kardiologa lekko zamurowało. Dziś korzysta z Chatu i jest moim klientem. Ale — i to jest klucz — nie wyręcza się nim. Wspomaga nim swoją pracę i jednocześnie przyśpiesza.
Nie będę podawał nazwisk, ale mam nadzieję, że to daje do refleksji.
Finalnie zostaje to samo: każdy ma dostęp do AI i każdy może zrobić rzeczy, na które pozwala wyobraźnia. Jednak nie każdy zrobi to tak, jak fachowiec. AI nie jest magią — jest dźwignią. A dźwignia działa tylko wtedy, gdy masz punkt podparcia: wiedzę, praktykę i standard weryfikacji.
Tylko grafika w tym artykule jest z AI.
Do usłyszenia!